- Eee... A co mówiłaś o 'magicznym' ziele?
- Pff... Ale co?- odparła z uśmieszkiem.
- Nic. Jak wyglądał ten liść czy co tam?...- spytałem Bolsa.
- A wiesz co? A on miał taki... Pięć palców, o! No i zrobili skręt i... Wdychnąłem tego dużo nooo!
- O kurna! Też to brałem!- powiedziałem- Brachu! Witaj w klubie!
- To wy jesteście ćpunami!?
- No jacha! A kim mamy być!?- odparliśmy chórem.
- Normalnymi kocurami! A nie jakimiś żulami spod mostu!
- Mops?! -porozglądał się po lesie- Gdzie ten mops?!- wrzasnął Bols- Lubię mopsy! To takie... Słodkie psiaki...- rozmarzył się.
- Ech... Dobra! Trza wracać do obozu, bo trza powiedzieć, że nowy jest.- rzekłem. Jakie poważne słowo...
~*~
Po powrocie do obozu, zobaczyliśmy Zanikającą w fatalnym stanie. Mruknęła coś, co wzięliśmy za 'tak'.
Potem przyszedł Ognik. Oznajmił, że mam... Terminatorkę! Cętkowaną Łapę czy jak jej tam...
~*~
Po ceremonii pobiegłem poszukać Bolsa i Mel.
- BOLS! MEL! Chodźcie!- krzyczałem. Wkońcu się znaleźli.
- Cooo?- powiedzieli chórem.
- Idziemy w pewne miejsce... Bols, ucieszysz się.- uśmiechnął się od ucha do ucha.
~*~
Na miejscu...
Byliśmy koło osiedla dwunogów. Wokół żółtego bloku rosła plantacja 'magicznych' ziół. Okno od domu było otwarte. To dobry znak. Właśnie wtedy palili. A potem nic nie pamiętali...
- Chodźcie do tego domku z folii!- szepnąłem.
Weszliśmy. Na środku był stół, a na nim kilka skrętów...
- Bierzcie! Nie zauważą... Raczej.
- He he... Pięć palców! Mmm... Zaciągnął się. Jedynie Mel trzymała zioło w pysku...
< MEL? XDDD A może ktoś dołączy do naszej imprezy? xD >
wtorek, 21 października 2014
poniedziałek, 20 października 2014
Od Ognistego Serca C.D Zanikająca Gwiazda
Darkness wróciła do obozu...Z OBROŻĄ Z PSIMI KŁAMI NA SZYI! O CO TU CHODZI DO CHOLERY!?
- DARKNESS, WYTŁUMACZ MI O CO TU CHODZI DO CHOLERY!?
Wtedy pojawiła się Sandy...
- Rudzielec, okaż trochę szacunku! W końcu rozmawiasz z przywódczynią!
- Przepraszam...Ale o co w tym wszystkim chodzi?!
- No więc... - Darkness na chwilę się zawiesiła...jakby nie wiem...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- DARKNESS, WYTŁUMACZ MI O CO TU CHODZI DO CHOLERY!?
Wtedy pojawiła się Sandy...
- Rudzielec, okaż trochę szacunku! W końcu rozmawiasz z przywódczynią!
- Przepraszam...Ale o co w tym wszystkim chodzi?!
- No więc... - Darkness na chwilę się zawiesiła...jakby nie wiem...
Po opowiedzeniu całej historii
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wychodzi na to że przywódczyni stała się morderczynią...ale cóż...
- Ale...Dlaczego ją zabiłaś?
- To ona zabiła Nieśmiertelne Serce! - Kotka strasznie się uniosła a jej oczy płonęły z wściekłości. Stuliłem uszy. - Nie bój się Ogniste Serce...Przepraszam że się uniosłam.
Uspokoiłem się.
- Pójdę na polowanie.
Na Leśnej Scieżce
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Spotkałem starą, pręgowaną kocice...Miała kołtuny na całym futrze, poplamione brudne kły i tępe pazury. Miała też wielką bliznę na całej mordce i poszarpane uszy.
Mimo takiego wieku skoczyła na mnie i przygniotła do ziemi. Udawałem trupa.
- Młody wojownik...Ha! Łatwa zdobycz dla Cętkowanego Kła!
Wtedy tylnymi łapami ją odepchnąłem.
- Łatwa zdobycz hę? To się okaże!
Wskoczyłem jej na plecy i ugryzłem w tylną łapę. Nie mogła się ruszyć.
- Masz szczęście młody...
- Więc, Cętkowany Kle...Co robisz na terytorium Klanu Strumienia? I z jakiego pochodzisz Klanu?
- Włóczyłam się tylko...Były medyk Klanu Iskry.
- Były?
- Wygnali mnie...
- Za co?
Kocica syknęła na mnie i krzyknęła chrapliwym głosem:
- Niech cię to nie obchodzi!
- Ok ok...
Po zawleczeniu jej do obozu
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Zanikająca Gwiazdo...To jest...
- Nie kończ. Widzę że masz dla nas jeńca Klanu Iskry. I to tą którą dobrze znam. Jesteś ich medykiem, racja?
- Byłam ich medykiem...
<Darkness? Ona ma przeżyć xD>
niedziela, 19 października 2014
Od Zanikającej Gwiazdy CD Ognistego Serca
Byłam z siebie dumna. I zdawało mi się, że zaczynałam stawać się morderczynią z zimną krwią. Spodobało mi się zabijanie.
-Dobra, koniec tego widowiska. Zabieramy tę szmatę na szczyty. Zepchniemy go by wyglądało to by się pociął o krzaki i kamienie. Kto idzie ze mną?
-JA PÓJDĘ!-Powiedział jakiś kocur, którego pierwszy raz widziałam.
-Kim jesteś?
-Jestem Bols i chcę dołączyć.
-Ok. Jak mi pomożesz to od razu potem staniesz się jednym z nas.
-No dobra.
Ja i Bols zabraliśmy Makowego Pazura w góry i zrzuciliśmy go ze szczytu.
-Bols... dlaczego masz takie imię?
- To przez magiczną wodę dwunogów. LUBIĘ JĄ!
-To już chyba wiem jakie ci imię dać..
*Pod wielką skałą*
-Czy ty, Bols obiecujesz bronić kodeksu wojownika klanu naszego nawet za cenę własnego życia i przysięgasz wierność naszemu Klanowi Strumienia?
-Przyrzekam.
-Wobec tego ja i cały Gwiezdny Klan mianujemy cię członkiem Klanu Strumienia. Od dziś nazywać się będziesz Srebrną Wodą.
*Po ceremonii, nad Mglistym Jeziorem*
Poszłam na obchód zobaczyć czy czasem Klan Iskry nie przyszedł się mścić. I OCZYWIŚCIE już jeden z nich tam był. To była kotka...
-Kim jesteś?-Zapytałam
- Nie ważne kim jestem! To ty zabiłaś Makowego Pazura!
-Może ja albo nie... jeśli nie powiesz jak się nazywasz to ci nie powiem kto zabił Makowego Pazura...
-Jestem Pyłkowa Cętka. Wystarczy?
-Mam dwie wiadomości.Dobrą i złą. Zacznę od dobrej. Wiem kto go zabił. A zła jest taka, że zabiłam go ja. Z zimną krwią. I wiesz co? Nawet mi się to spodobało!
- DLACZEGO GO ZABIŁAŚ?!
- Zabił mojego medyka. Oko za oko, ząb za ząb. Proste? Proste.
-Jeszcze tego pożałujesz!
Kotka rzuciła się na mnie. Jednak ja byłam większa od niej.
-Mówiłam już, że lubię krew? Kocham zabijać!-Powiedziałam to z moim psychopatycznym śmiechem.
Z całej siły walnęłam kotkę lewą łapą. Kotka przewróciła się a z jej boku zaczęła sączyć się krew.
-A mam ci teraz ja coś niecoś powiedzieć?
-To dawaj? Co jest takiego ważnego?
- Bo to ja i kilku moich kumpli zabiło twojego kochasia. Twojego Nieśmiertelne Serce.
-CO?!
- Taka prawda. Masz problem. Teraz to mi możesz tylko za to podziękować.
Przejechałam pazurami kotce wzdłuż jej prawego boku. Tylnymi łapami przygwoździłam ją do ziemi. Prawą przednią łapą chwyciłam ją za gardło.
-I co teraz? Życie za życie, śmierć za śmierć. Teraz to ty masz problem. Od mojego kaprysu zależy czy będziesz mogła dalej oddychać czy nie. Ale wiesz co... ZGINIESZ W MĘCZARNIACH!!!!
Zaśmiałam się tak głośno, że echo rozniosło mój śmiech przez góry. Najpierw przegryzłam kotce nerw. Nie mogła ruszać tylnymi łapami. Później wzięłam się za odgryzienie jej ogona. Następnie połamałam jej przednie łapy. Na koniec odepchnęłam ją do wody. Chwyciłam łapami jej szyję i zdjęłam jej obrożę. Później zaczęłam ją topić! Na dodatek zaczęłam ją przysypywać mułem. By została pogrzebana za życia! Prawie cała znalazła się w dole, przysypana żwirem wodnym. Wystawała tylko jej głowa i szyja. Kotka jeszcze żyła. Trzymała nos trochę nad powierzchnią wody. Przebiłam jej tętnicę. Kotka zaczęła obficie krwawić a ja jeszcze bardziej zaczęłam ją topić. Gdy kotka już umarła, wyciągnęłam ją z wody. Podrapałam ją całą i zrobiłam głębokie nacięcie koło serca. Na koniec wyciągnęłam jej serce z ciała. Wokół mnie zebrało się stado kruków. Wyrzuciłam im serce Pyłkowej Cętki. Kruki w mgnieniu oka zjadły jej serce. Znowu byłam cała we krwi. Obok leżała tylko jej obroża. Hmm... niby teraz stałam się bezwzględną morderczynią to ta obroża mi się przyda. Jeszcze ociekała jej krwią.... Wyglądała jeszcze groźniej. Ubrałam obrożę. Przejrzałam się w wodzie. Obroża do mnie bardzo pasowała. Później obróciłam się do kruków i powiedziałam:
-A teraz zróbcie z nią porządek. Możecie ją wyjeść. A jej skórę i kości pozostawcie.
Kruki były mi posłuszne i bardzo głodne więc od razu wyjadły całe mięso i wnętrzności kotki. Ze skóry zrobiłam worek do którego wpakowałam kości. Następnie wyniosłam worek na terytorium Klanu Iskry. Miałam szczęście, że nikt mnie nie widział i porzuciłam resztki z mojej przeciwniczki w rzece. Na samym dnie. Nikt nie ma prawa odkryć, że jest tam jej ciało. Ryby niedługo zjedzą to co z niej zostało. Wróciłam do Klanu. Cała we krwi ale z piękną obrożą na szyi.
-Dobra, koniec tego widowiska. Zabieramy tę szmatę na szczyty. Zepchniemy go by wyglądało to by się pociął o krzaki i kamienie. Kto idzie ze mną?
-JA PÓJDĘ!-Powiedział jakiś kocur, którego pierwszy raz widziałam.
-Kim jesteś?
-Jestem Bols i chcę dołączyć.
-Ok. Jak mi pomożesz to od razu potem staniesz się jednym z nas.
-No dobra.
Ja i Bols zabraliśmy Makowego Pazura w góry i zrzuciliśmy go ze szczytu.
-Bols... dlaczego masz takie imię?
- To przez magiczną wodę dwunogów. LUBIĘ JĄ!
-To już chyba wiem jakie ci imię dać..
*Pod wielką skałą*
-Czy ty, Bols obiecujesz bronić kodeksu wojownika klanu naszego nawet za cenę własnego życia i przysięgasz wierność naszemu Klanowi Strumienia?
-Przyrzekam.
-Wobec tego ja i cały Gwiezdny Klan mianujemy cię członkiem Klanu Strumienia. Od dziś nazywać się będziesz Srebrną Wodą.
*Po ceremonii, nad Mglistym Jeziorem*
Poszłam na obchód zobaczyć czy czasem Klan Iskry nie przyszedł się mścić. I OCZYWIŚCIE już jeden z nich tam był. To była kotka...
- Nie ważne kim jestem! To ty zabiłaś Makowego Pazura!
-Może ja albo nie... jeśli nie powiesz jak się nazywasz to ci nie powiem kto zabił Makowego Pazura...
-Jestem Pyłkowa Cętka. Wystarczy?
-Mam dwie wiadomości.Dobrą i złą. Zacznę od dobrej. Wiem kto go zabił. A zła jest taka, że zabiłam go ja. Z zimną krwią. I wiesz co? Nawet mi się to spodobało!
- DLACZEGO GO ZABIŁAŚ?!
- Zabił mojego medyka. Oko za oko, ząb za ząb. Proste? Proste.
-Jeszcze tego pożałujesz!
Kotka rzuciła się na mnie. Jednak ja byłam większa od niej.
-Mówiłam już, że lubię krew? Kocham zabijać!-Powiedziałam to z moim psychopatycznym śmiechem.
Z całej siły walnęłam kotkę lewą łapą. Kotka przewróciła się a z jej boku zaczęła sączyć się krew.
-A mam ci teraz ja coś niecoś powiedzieć?
-To dawaj? Co jest takiego ważnego?
- Bo to ja i kilku moich kumpli zabiło twojego kochasia. Twojego Nieśmiertelne Serce.
-CO?!
- Taka prawda. Masz problem. Teraz to mi możesz tylko za to podziękować.
Przejechałam pazurami kotce wzdłuż jej prawego boku. Tylnymi łapami przygwoździłam ją do ziemi. Prawą przednią łapą chwyciłam ją za gardło.
-I co teraz? Życie za życie, śmierć za śmierć. Teraz to ty masz problem. Od mojego kaprysu zależy czy będziesz mogła dalej oddychać czy nie. Ale wiesz co... ZGINIESZ W MĘCZARNIACH!!!!
Zaśmiałam się tak głośno, że echo rozniosło mój śmiech przez góry. Najpierw przegryzłam kotce nerw. Nie mogła ruszać tylnymi łapami. Później wzięłam się za odgryzienie jej ogona. Następnie połamałam jej przednie łapy. Na koniec odepchnęłam ją do wody. Chwyciłam łapami jej szyję i zdjęłam jej obrożę. Później zaczęłam ją topić! Na dodatek zaczęłam ją przysypywać mułem. By została pogrzebana za życia! Prawie cała znalazła się w dole, przysypana żwirem wodnym. Wystawała tylko jej głowa i szyja. Kotka jeszcze żyła. Trzymała nos trochę nad powierzchnią wody. Przebiłam jej tętnicę. Kotka zaczęła obficie krwawić a ja jeszcze bardziej zaczęłam ją topić. Gdy kotka już umarła, wyciągnęłam ją z wody. Podrapałam ją całą i zrobiłam głębokie nacięcie koło serca. Na koniec wyciągnęłam jej serce z ciała. Wokół mnie zebrało się stado kruków. Wyrzuciłam im serce Pyłkowej Cętki. Kruki w mgnieniu oka zjadły jej serce. Znowu byłam cała we krwi. Obok leżała tylko jej obroża. Hmm... niby teraz stałam się bezwzględną morderczynią to ta obroża mi się przyda. Jeszcze ociekała jej krwią.... Wyglądała jeszcze groźniej. Ubrałam obrożę. Przejrzałam się w wodzie. Obroża do mnie bardzo pasowała. Później obróciłam się do kruków i powiedziałam:
-A teraz zróbcie z nią porządek. Możecie ją wyjeść. A jej skórę i kości pozostawcie.
Kruki były mi posłuszne i bardzo głodne więc od razu wyjadły całe mięso i wnętrzności kotki. Ze skóry zrobiłam worek do którego wpakowałam kości. Następnie wyniosłam worek na terytorium Klanu Iskry. Miałam szczęście, że nikt mnie nie widział i porzuciłam resztki z mojej przeciwniczki w rzece. Na samym dnie. Nikt nie ma prawa odkryć, że jest tam jej ciało. Ryby niedługo zjedzą to co z niej zostało. Wróciłam do Klanu. Cała we krwi ale z piękną obrożą na szyi.
Miałam zadowolenie wypisane na..mordce? Byłam z samej siebie dumna! Moim powołaniem jest chęć zabijania!
<Rudzielcu! Darkie staje się Scrouge'm xD>
Od Ognistego Serca C.D Ognista Dusza
Przestraszyłem się Darkie...Nigdy się tak nie zachowywała...Wtedy z krzaków wyskoczył na nią jakiś kocur.
- Darkness uważaj!
Ale ta doskonale sobie poradziła...
<Darkie? Ty rób mordor xD>
- Darkness uważaj!
Ale ta doskonale sobie poradziła...
<Darkie? Ty rób mordor xD>
Od Ognistej Duszy CD Ognistego Serca
Poszłam zobaczyć później z Kalarepą, czy Bols doszedł do Darkness. Jednak nawet on się zgubił.
-Mela!!!! Gdzie teraz!!!??
- W lewo nie w prawo.. A z resztą, chodź za nami.
-Ok.
Po chwili doszliśmy do jeziora. A tam spostrzegliśmy zmasakrowane ciało Makowego Pazura. Nad nim stali Darkness, Rudy i Piaskowa Burza.
-E... co się tu stało?
- Musiałam pomścić śmierć Spotty. Makowy Pazur został zabity przeze mnie. I o dziwo.. nie mam nawet żalu, że zabiłam kota. Wręcz przeciwnie. Spodobało mi się!
- Darkness... Wszytko OK?
- Em.. nie.-Powiedziała z szyderczym uśmiechem kotka.
Darkness była cała we krwi. A z jej pyszczka wypływała krew Makowego Pazura.
-Mela!!!! Gdzie teraz!!!??
- W lewo nie w prawo.. A z resztą, chodź za nami.
-Ok.
Po chwili doszliśmy do jeziora. A tam spostrzegliśmy zmasakrowane ciało Makowego Pazura. Nad nim stali Darkness, Rudy i Piaskowa Burza.
-E... co się tu stało?
- Musiałam pomścić śmierć Spotty. Makowy Pazur został zabity przeze mnie. I o dziwo.. nie mam nawet żalu, że zabiłam kota. Wręcz przeciwnie. Spodobało mi się!
- Darkness... Wszytko OK?
- Em.. nie.-Powiedziała z szyderczym uśmiechem kotka.
Darkness była cała we krwi. A z jej pyszczka wypływała krew Makowego Pazura.
-Morderstwo z premedytacją. To najprzyjemniejsza rzecz jaką zrobiłam po założeniu klanu...-Powiedziała swoim mrocznym i niskim głosem Darkness. Przestraszyłam się jej...
<Ogniku?>
Od Ognistego Serca C.D Zanikająca Gwiazda
Usłyszałem coś. Obróciłem się nie chwilę.
- Spocia muszę iść...
Ale ona zniknęła...Ważne że jest chociaż w Gwiezdnym Klanie. Anyway...Pobiegłem tam skąd dobiegał dźwięk. Ujrzałem...Martwego Makowego Pazura.
- ON NIE ŻYJE?!
- Zabiłam go.
- DZIĘKUJE CI DARKNESS! - Skoczyłem jej do łap i czoło biłem przed nią.
- Ogniste Serce przestań!
- Przepraszam! - Otrząsnąłem się. - Mogę...?
Kotka pokiwała głową. Podszedłem do niego, wyciągnąłem pazury, wbiłem w dolną część brzucha i jechałem aż do szyi. Wszystkie flaki, wylazły mu na wierzch.
- BUAHAHAHHAHA! MASZ ZA SWOJE KUPO KŁAKÓW!
I wtedy usłyszałem głos Sandy.
- Widzę że tu jest totalny mordor!
- Oooo tak!
- Podobno Spotty jest w Gwiezdnym Klanie.
- Tak!
Wtedy pojawił się Lamparci Ogon z Melanie.
<Mela? Kali?>
- Spocia muszę iść...
Ale ona zniknęła...Ważne że jest chociaż w Gwiezdnym Klanie. Anyway...Pobiegłem tam skąd dobiegał dźwięk. Ujrzałem...Martwego Makowego Pazura.
- ON NIE ŻYJE?!
- Zabiłam go.
- DZIĘKUJE CI DARKNESS! - Skoczyłem jej do łap i czoło biłem przed nią.
- Ogniste Serce przestań!
- Przepraszam! - Otrząsnąłem się. - Mogę...?
Kotka pokiwała głową. Podszedłem do niego, wyciągnąłem pazury, wbiłem w dolną część brzucha i jechałem aż do szyi. Wszystkie flaki, wylazły mu na wierzch.
- BUAHAHAHHAHA! MASZ ZA SWOJE KUPO KŁAKÓW!
I wtedy usłyszałem głos Sandy.
- Widzę że tu jest totalny mordor!
- Oooo tak!
- Podobno Spotty jest w Gwiezdnym Klanie.
- Tak!
Wtedy pojawił się Lamparci Ogon z Melanie.
<Mela? Kali?>
Od Płomiennej Duszy CD Lamparciego Ogona
-No a jak?- Zapytałam śmiejąc się.
-Słuchaj.. A ty tak zawsze sama byłaś z tą... głupawką?
-Ym.. Nie. Mam kumpla, z którym się tu umówiłam. Był dla mnie jak brat. Chociaż... jest równie poje*any jak ja! Czekam i czekam na tego nieroba... Gdzie on się włóczy...
-Um... a jak ma na imię?
- Bols. Tak, wiem... Jego imię jest... dziwne. Jak mieszkałam z nim w mieście to była taka wódka. Czasem każe na siebie mówić Pan Tadeusz... I co gorsza... jego właściciel był ćpunem i raz zamiast wody dał mu bolsa... więc... chyba wiesz jaki był efekt... A co gorsza... jego właściciel miał obok różową farbę.. I efekt był taki, że Bols wyglądał jak kucyk pony. Ten różowy rzecz jasna..
-Słuchaj.. A ty tak zawsze sama byłaś z tą... głupawką?
-Ym.. Nie. Mam kumpla, z którym się tu umówiłam. Był dla mnie jak brat. Chociaż... jest równie poje*any jak ja! Czekam i czekam na tego nieroba... Gdzie on się włóczy...
-Um... a jak ma na imię?
- Bols. Tak, wiem... Jego imię jest... dziwne. Jak mieszkałam z nim w mieście to była taka wódka. Czasem każe na siebie mówić Pan Tadeusz... I co gorsza... jego właściciel był ćpunem i raz zamiast wody dał mu bolsa... więc... chyba wiesz jaki był efekt... A co gorsza... jego właściciel miał obok różową farbę.. I efekt był taki, że Bols wyglądał jak kucyk pony. Ten różowy rzecz jasna..
-Ym... A skąd ty wiesz o tych kucykach?
- Widzieliśmy nie raz małe dwunogi jak się bawiły tymi różowymi badziewiami. I jak raz przyniosły wielkie pudło grające z bajką to właśnie ta bajka leciała. Stąd właśnie wiem o kucykach pony.
-Aha... A tam ktoś stoi.
-Bols! Siema brachu!-Krzyknęłam do kocura.
-Siema Mela!
-Gdzieś ty tyle czasu był? Czekam tu na ciebie dobrą godzinę!
- Oj no wiesz... Trochę pozarywać do jakiś dziuń trzeba. Pamiątek wiele po sobie chcę zostawić i przy okazji zabawę z tego i ja i kotka mamy. Ty nadal się nie skusiłaś na mój układ?
-O NIE,NIE,NIE! JA NIE JESTEM DZI*KĄ!
-Oj, szkoda... A by było fajnie... Ty chyba najdłużej się mi opierasz. Ale i tak gwarantuję, że cię kiedyś zaliczę!
Ja i Kali spojrzeliśmy na kocura dziwnym wzrokiem i o dziwo wyglądaliśmy wtedy tak samo..
-Masz coś z garem do dziś, co nie Bols?
-No a jak! Od kociaka! A może i nawet od poczęcia...? Ale od zawsze byłem głąbem!-Powiedział z dumą Bols.
-Właśnie widzę...-Odrzekłam kocurowi.
-Bols, a może dołączysz?-Zapytał Lamparci Ogon
-Hm.. w sumie.. Ten ćpun mnie dobija. Więc spoko, dołączę. A gdzie jest przywódca?
-Zapewne nad Mglistym Jeziorem. Na Leśnej ścieżce idź prosto i skręć w lewo. Później zza drzew wyłoni się jezioro. Pewnie tam teraz jest Zanikająca Gwiazda.
-Zanikająca....? Czy czasem to nie twoja kuzynka?
-No tak. To jest Darkness. Idź do niej a na pewno cię przyjmie.
Bols poszedł. Ja powiedziałam do Kalepo:
-Czyś ty zdurniał?! Chcesz jeszcze większego durnia w tym klanie ode mnie?!
- Czym więcej debili tym lepiej. Przynajmniej nikt nie będzie się nudził.
-Niby... Ale co do propozycji Bolsa... On ma naprawdę coś z garem albo mu dwunogi dały za dużo ich "magicznego" ziela i przez to jest taki poje*any...
-Możliwe Mady...
- To nie jest możliwe... To jest na 100% prawda....
<Kalarepo? xD>
Subskrybuj:
Posty (Atom)



